zapożyczony od teścia
Wybrał się człowiek na urlop w góry, pośmigać na nartach. Zarzucił narty na grzbiet i powędrował na górę. Włazi, włazi, przewraca się, zapada w śnieg. Dopełzł na szczyt, przypiął narty i w dół! Jedzie, jedzie, nabiera prędkości. Zaczyna mijać jakieś krzaczki. W końcu wjeżdża w las i BUM w drzewo. Stracił przytomność. Ocknął się po chwili, rozejrzał i podsumował: "A, h...., i tak lepiej, niż w pracy!"
Melduję, że znowu na kilka dni znikam. Rano jadę urlopować się jak człowiek (no... tak mniej - więcej człowiek, chwilowo raczej mniej) i maglować temat "gdzie". Choć coś mi się mocno zdaje, że decyzja zapadła, ale maglowanie i roztrząsanie to nasza specjalność.