Przeprowadzka 2011-09-16 20:46:33


Jestem, jestem. Przeprowadzałam się tylko.
Szaro, buro i ponuro na blog.pl, więc zapragnęłam nadać życiu trochę kolorów i zajrzałam na bloggera. Zostałam.
Moi mili, zapraszam na kawę i ploteczki pod nowym adresem "domowym":
http://maskonur.blogspot.com/
Zmian się szykuje bardzo dużo, nie tylko w adresie, ale i w życiu.
Do zobaczenia!

skomentuj (0)

Kawałek 2011-08-10 23:04:34


zapożyczony od teścia

Wybrał się człowiek na urlop w góry, pośmigać na nartach. Zarzucił narty na grzbiet i powędrował na górę. Włazi, włazi, przewraca się, zapada w śnieg. Dopełzł na szczyt, przypiął narty i w dół! Jedzie, jedzie, nabiera prędkości. Zaczyna mijać jakieś krzaczki. W końcu wjeżdża w las i BUM w drzewo. Stracił przytomność. Ocknął się po chwili, rozejrzał i podsumował: "A, h...., i tak lepiej, niż w pracy!"

Melduję, że znowu na kilka dni znikam. Rano jadę urlopować się jak człowiek (no... tak mniej - więcej człowiek, chwilowo raczej mniej) i maglować temat "gdzie". Choć coś mi się mocno zdaje, że decyzja zapadła, ale maglowanie i roztrząsanie to nasza specjalność.

skomentuj (1)

długo tak jeszcze? 2011-08-09 20:52:12


4,07 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Po raz kolejny gratulujemy sobie decyzji o wzięciu poczciwych złotówek.


skomentuj (1)

pusta chata 2011-08-09 19:40:47


Dziwnie jest wrócić do domu po pracy, gdy wie się, że w tym domu nikogo nie ma i nikt dzisiaj do niego nie przyjdzie.

Pusto, cicho.

Wymerdywacz ogonowy nie merda w drzwiach swoją zakręconą końcówką machającą, Dziobek nie szczerzy klawiatury zębów i komputerowej z kanapy.  Tylko ja, laptop i wiadomości w telewizji.

Dziobek i Merdogągoł polują na Jakuba Wędrowycza w Majdanie Starym koło Wojsławic, znanym z książek Pilipiuka, gdzie rodzice Dziobkowi mają domek letniskowy.

skomentuj (0)

walutowy szok 2011-08-09 19:28:44


Kurs franka właśnie osiągnął 3,96. Koszmar!
Kolega, któremu robiłam daaaaaaaaawno temu kredyt po kursie 2,25 chyba chodzi w tej chwili po ścianach.

skomentuj (0)

które wyjście? 2011-08-08 19:41:20


Zrobiliśmy listę. Podzieliliśmy na 3 kategorie, w każdej z nich dodaliśmy po dwie podkategorie. Czytamy ją raz po razie, uzupełniamy, wykreślamy i dodajemy nowe punkty.

Ta lista to wybrane przez nas miejsca do życia. Ich plusy i minusy. Lista żyje, jest dynamiczna, zmienia się. Po przemyśleniu plusy i minusy zamieniają się miejscami, znikają lub rozwijają się. Niedługo będzie kompletna i nadejdzie czas wyboru. Naprawdę niedługo.

Podstawowym kryterium wyboru będzie praca.

Pierwszą zapisaną kartkę zajmuje Norwegia.  Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że tęsknię za nią każdego dnia. Standard życia i wyższe zarobki, połączone z nadal nieskażoną naturą dają największą szansę na spełnienie naszych marzeń. Standard życia to tak przy okazji, bo nie zależy nam na wystawnym życiu i spełnianiu zachcianek z prostego powodu – mamy niewiele zachcianek. Chcemy mieszkać w miejscu, które kochamy. Mentalność Norwegów , ich życzliwość i otwartość dla tych, którzy chcą stanowić część ich społeczeństwa, a także możliwość życia w sposób, który nikomu nie przeszkadza i który jest akceptowany. Start ułatwiałoby mieszkanie w Oslo i znajomości tam, z których moglibyśmy korzystać na początku, a to dzięki Mamie Dziobkowej, która tam mieszka. Nieograniczony dostęp do morza, gór, jezior i krystalicznie czystego powietrza to to, co tygryski lubią najbardziej. Pozostaje najważniejsza sprawa – ciągnie mnie tam serce, a z nim dyskusja jest trudna.

Norwegia ma jednak również wady, które są dla nas ważne. Wielka odległość od bliskich i to, że nasz norweski jest jeszcze (delikatnie mówiąc) bardzo mało norweski, co może oznaczać problem ze znalezieniem pracy i problem z aklimatyzacją. Dla Polaka, a szczególnie takiego śpiocha jak ja, przyzwyczajenie się do życia na zmianę w nocy polarnej i dniu polarnym też nie będzie prostą sprawą. Częste opady, mroźniejsze zimy, wysoki odsetek depresji wśród Norwegów i przyjezdnych podczas krótkich dni i długich zim to coś, o czym nie mówi się często, ale nie można tego ignorować. Nie darmo Norwedzy podczas zimy posyłają swoje dzieci na naświetlania lampami i sami chętnie z tego korzystają.

Teraz bramka numer dwa. Powrót do Chełma lub przeprowadzka w inne miejsce w Polsce, jeszcze nie do końca wybrane. Podkarpacie? Okolice Tarnowa? Mazury? Wycieczka, na którą wybieramy się za kilka dni, może powoli wybrać. Chełm to bliskość sporej rodziny, kupno domu od ręki i bez kombinacji alpejskich, ładna okolica. Cisza i spokojniejszy tryb życia, a także dużo niższe koszty utrzymania. To samo, poza bliskością rodziny, będzie we wszystkich miejscach, które wymieniłam.

Podstawowym, najważniejszym i decydującym o wszystkim problemem jest praca. Nie od dzisiaj wiadomo, że w małych miastach o znalezieniu pracy decydują plecy. Im szersze, tym lepsze. Nie jest dla nas ważny standard życia, to oczywiste, że w takich miejscach jak Chełm, jest on niższy. Najważniejsza jest robota. Gdybyśmy chcieli utrzymać wysoki standard, nie myślelibyśmy o ucieczce z Warszawy.

Ostatnią bramką, najmniej pożądaną, jest pozostanie w Warszawie. O ile przy pozostałych miejscach listy, spisane przez nas, były bardzo długie w zakładkach za i przeciw, o tyle tutaj napisaliśmy niewiele. Przeciw było 3 razy więcej niż za.

Za? Stała robota, niskie bezrobocie, wyższe zarobki, duża ilość znajomych i znajomości. Tyle. Przeciw zebrało się dużo więcej. Odległość od rodziny, wyższe koszty utrzymania, duże odległości od czegokolwiek, co chcemy załatwić, kupić, zrobić. Dojazd do pracy to czasami koszmar (ci, co znają Modlińską, wiedzą o czym piszę), korki, smród spalin, beton zamiast drzew, ciągłe zmęczenie, gonitwa, monotonne, nudne życie, każdy dzień wygląda identycznie. Mamy dla siebie bardzo mało czasu, mało jest go także dla naszych zainteresowań. Jedyną codzienną rozrywką dla mnie i jedynym kontaktem z przyrodą (okrojoną mocno) są spacery z psem. Nie chcę tak dłużej. To nie jest życie według mnie. To wegetacja.

Jeśli Norwegia, to wyjazd za około 1,5 - 2 lata maksymalnie, wyjazd bez znajomości języka to samobójstwo. Chełm? Może być od razu, może być za rok, dwa, trzy...

Co wybrać? Pomóżcie, proszę. Gdzie się wybrać? Czas na wycieczkę mamy tylko od najbliższego piątku do poniedziałku, więc niewiele. Szukamy miejsc, które mogłyby być domem. Miejsca, które możemy odwiedzić, to południowy wschód Polski. Możecie coś polecić?

Ratunku!

 


skomentuj (1)

powrotnie 2011-08-08 18:06:13


Wróciłam.

Dużo działo się w ostatnim okresie. Miałam wiele spraw do przemyślenia i problemów do rozwiązania. Sytuacji dobrych i złych. Niektóre zostały rozwiązane i zaczynają odchodzić w przeszłość, inne siedzą za skórą i swędzą jak ślady po komarach.

Namówiłam nareszcie Mamę na zadbanie o zdrowie, wymarudziłam i wymolestowałam, by poszła do lekarza. Prośbą, groźbą i łaciną podwórkową w końcu wymusiłam, co chciałam. Załatwiłam wszystko. Postawiłam upartego Chomika pod ścianą, rezerwując jej busa do Warszawy, wizyty lekarskie i załatwiając miejsce w szpitalu. Zapierała się czterema łapami, wykręcała jak piskorz. Uległa po prawie dwóch latach i to tylko dlatego, że dostała mocnego krwawienia i sama się przestraszyła. Ufff, postawiłam na swoim, zanim zrobiło się za późno.

Chomiczek została zawleczona do szpitala, pokrojona i pozszywana. Od operacji miną w środę 3 tygodnie. Teraz powolutku się goi, warczy na mnie, że przez mnie boli ją pewna część ciała, ale łypie na świat trochę spokojniejszym okiem. Przynajmniej w kwestii zdrowotnej.

To oko jest jednocześnie mocno załzawione, ponieważ – jak już pisałam – zmarła Babcia. Mama mojej Mamy. Miała 89 lat. Odeszła cichutko, w obecności swoich dzieci, czyli Mamy rodzeństwa. Odeszła po kilkumiesięcznej męczarni, pełnej wysokiej temperatury i zaników przytomności, odleżyn, trudności z połykaniem płynów, niemożności poruszenia się. Od śmierci Dziadka, która nastąpiła 15 lat temu, powtarzała, że chce do Niego. Jej życzenie się spełniło. Są już razem, gdzieś. Może w świetle, może w nicości. Są.

Dwie te sprawy, połączone z ostatnim cyrkiem w mojej pracy (o tym innym razem, bo jeszcze na samą myśl mam chęć trenować plucie jadem w dal) przypomniały nam, że najwyższy czas podjąć decyzje o dalszym życiu. Przypomniały, że nie można trwać w zawieszeniu, odkładać w nieskończoność niektórych decyzji, turlać się od dnia do dnia, wszystkich identycznych. Przypomniały o marzeniach, o tym, że marzenie bez próby realizacji jest niczym. O tym, że są ważniejsze rzeczy od ciągłej gonitwy. Wreszcie o tym, że niedługo wyjdą nam zmarszczki na paszczach, a gdy w rubryce „wiek” pojawi się z przodu liczba 4, jeszcze trudniej będzie się zdecydować na zmiany. Wiem, tajemniczo piszę na razie, ale zaraz rozwinę temat. Beondo, jeśli to czytasz – to nie jest to, o czym myślisz! Cierpliwości!

Czym dla mnie są marzenia? To coś, co powoduje nagły uśmiech na twarzy, choć wokół nie dzieje się nic śmiesznego. To sen, po którym wstaje się w pełni wypoczętym. Siła, co powstrzymuje nas przed skokiem z mostu, gdy jest już bardzo źle. To myśl, brzęcząca w głowie „jeszcze tylko …. i będzie…”, sprawiająca, że schody stają się mniej strome, a torby z zakupami lżejsze. Napędzają do działania, dają chęć do życia. Zajmują mało miejsca, a mają nieograniczoną pojemność. Można po nie sięgnąć wszędzie i nikt nie zauważy wyjęcia ich ze schowka. Można być w tłumie ludzi w śmierdzącym autobusie i jednocześnie we własnym świecie.

Marzenia ma każdy. Mniejsze, większe. Nasze to spokój, cisza, zieleń. To brak pędu, kawa na własnym tarasie, zapach koszonej trawy, książka czytana przy śpiewie ptaków, sarny za płotem. Dojazd do pracy krótszy niż godzina w jedną stronę (godzina pod warunkiem, że nie ma korków, bo jak są, to podaną godzinę można dowolnie zwielokrotnić). Czas na zainteresowania. Chęć na spacer po pracy, zamiast wszechogarniającej chęci na wykonanie padu płaskiego na pysk, najlepiej jeszcze w ubraniu. To psy na podwórku i quad gotów do kolejnej trudnej trasy.  

Wychowałam się w leśniczówce. To wyłazi ze mnie każdym porem skóry. Mieszkam w Warszawie 8 lat. Przyzwyczaiłam się, ale nie przywiązałam do tego miasta. Za każdym razem, gdy wyruszam poza nasze Nowodwory, ogarnia mnie wstręt. Korki, spaliny, tabuny ludzi, galopujących za nie wiadomo czym. Zatłoczone centrum, rwące kolorowe strumienie na chodnikach. Nie wolno zatrzymać się na moment i zamyślić, bo strąbią, nawarczą, zwyzywają, zdepczą.

Spełnienie tych marzeń jest daleko stąd. Gdzie? To będzie następna notka.

 

skomentuj (0)

Kap, kap, płyną łzy... 2011-08-02 14:00:03


Dzisiaj o godzinie 10 odeszła Babcia.


Już nie cierpi...


Tagi: śpij w spokoju

skomentuj (1)

Ukochany kraj, moje miasto... 2011-07-22 21:11:11

Jestem przerażona tym, co stało się w mieście, które pokochałam od pierwszej sekundy. Jest mi smutno, bardzo przykro, jednocześnie cieszę się, że Teściowa, mieszkająca w Oslo, jest od kilku dni na urlopie w Polsce...
Udało mi się także potwierdzić, że znajomi są bezpieczni.
Otwartość Norwegii i ich tolerancja wobec przybyszów z krajów islamskich została wystawiona na ciężką próbę i obróciła się przeciwko nim samym. Ciężko mi wierzyć, że to nie oni mogliby maczać w tym swoje łapy.
Zapalam wirtualną świeczkę tym, którzy stracili życie w mieście i na wyspie Utøya.
[*]

Tagi: oslo

skomentuj (3)

usprawiedliwienie 2011-06-27 16:53:24


Siedzę cicho. Schowana w kąciku. Mlaszcząc jednego lizaka za drugim. Marząc o hibernacji, schowaniu się w dziurę i zamurowaniu wejścia. Od środka. Bez wlotu powietrza i bez dłutka, którym można wykuć się na zewnątrz, gdy mi przejdzie.

Wybaczcie wielkie opóźnienia w odpisywaniu na maile.

Chwilowo nie jest mi dobrze.

Myślami jestem tu:
http://www.norwegofil.pl/webkamery/wschodnia-norwegia/item/133-oslo-youngstorget.html

Nie wiem, kiedy wrócę.

skomentuj (1)
Księga Gości